Wakacje z Bogiem
oazy Liturgicznej Służby Ołtarza

dziennik oazowy 2015

DZIEŃ PRAWIE PIERWSZY, CZYLI PODRÓŻ

2015-07-17 21:25:23, komentarzy: 0

Jako że Autor nie jest Duchem Świętym, ani nie posiada daru tri czy nawet bilokacji (czyli zdolności przebywania w trzech lub dwóch miejscach jednocześnie) zda relację z podróży jednym autobusem.

Wyjechaliśmy z Trzciany (dla jasności jest to Trzciana koło Bochni, choć niektórzy utrzymują, że tak naprawdę to Bochnia leży koło Trzciany) prawie punktualnie - 5 minut to żadne spóźnienie. Żeby pozostałe autobusy nie czuły się pokrzywdzone dodam, że ten z Wojnicza wyjechał (teoretycznie) o godz. 21, a z Krynicy (też teoretycznie) o godz. 20. Wydaje się, że wszystko idzie dobrze. Obecnie mamy godzinę 24 i panuje względna cisza. Nieliczni niezmordowani wykazują strzępy aktywności. Jeszcze 3 godziny temu ilość decybeli wahała się między koncertem rokowym a startem samolotu. I wtedy Ksiądz Dolina rozpoczął modlitwę różańcową. Jest to niesamowity sposób na wyciszenie. I co najważniejsze nie jest walką decybeli wychowawców z decybelami dzieci. Wiąże się z chwaleniem Boga, a nie zdzieraniem gardła czy wystawianiem nerwów na próbę. Wieloletnią tradycją oazy jest odmawianie różańca każdego dnia przed snem, już w łóżkach. Bo czyż nie można modlić się w ten sposób? Przynajmniej kończy się dzień z Chrystusem i Jego Matką, a nie z komórką.

Godzina 0:30: aktywność niektórych zaczęła wzrastać. Osobnicy owi zostali upomniani przez tych uczestników, którzy chcieliby jednak zaprzyjaźnić się z poduszką. Wielu przezornych zaopatrzyło się w taki sprzęt. Są i inne sposoby na przejście do krainy snu. Jeden kolega przewiązał sobie głowę, na wysokości oczu, opaską (nie znajduję dobrego słowa na określenie tego materiału). A nie, to nie była opaska. I już nie znajduje się na wysokości oczu. Została gwałtownie usunięta, a kolega wdziera się teraz do wspomnianej krainy w pozycji bocznej. Nie jest to jedyna poza. Są takie z otwartą buzią czy kapturem na głowie. Każdy orze jak może.

Tłem do tego wszystkiego jest puszczona cicho przez pana kierowcę muzyka. Muzyka z kategorii "ludowe". Sia la lalala, bum cyk cyk i podobne motywy. Nie żeby Autor miał coś do tego rodzaju twórczości.  Absolutnie!

Spacyfikowano kilka osób które zakłócały randki ze snem. Siedzą już cicho. Słowo "spokój" jest odmieniane w autobusie z Trzciany koło Bochni (choć niektórzy nadal upierają się, że jest na odwrót) przez wszystkie przypadki. Urwał się kontakt z pozostałymi autobusami. Zapewne i tam noc zwyciężyła.

Podczas postoju na stacji Orlen, w miejscowości Niewiadomogdzie doszło do wiekopomnego spotkania autobusu z Trzciany k. Bochni (znamy już sytuację między nimi) z autobusem z Wojnicza. Mogliśmy podzielić się swoim "zaspaniem" i wspólnie poziewać. Spotkanie nie było ani długie ani owocne. Jako że pierwsi przyjechaliśmy, pierwsi także odjeżdżamy. A co z Krynicą? Kto to wie... Gdzieś są.

Sobota nabiera kolorów.  Czerń chowa się po kątach. W autobusie panuje ciiisza. I tylko pogoda niepokoi. Niebo nie jest lazurowe, a szare. Wydaje się jakby zaraz miało padać.  Miejmy nadzieję, że tylko się wydaje.

9:00 Jesteśmy na miejscu! Pierwsi. Dziesięć minut później dołączył autobus z Wojnicza. Zaczyna sie powszechny rozgardiasz? Ależ nie! Wszystko zaplanowane. Walizki zostają w autobusie. Najpierw śniadanie (o posiłkach wspomnę innym razem - nie sposób o nich nie wspomnieć), dopiero później zabieramy swoje rzeczy i dostajemy przydział do pokoi.

A NA SZARYM KOŃCU... Krynica.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW