Wakacje z Bogiem
oazy Liturgicznej Służby Ołtarza

dziennik oazowy 2015

DZIEŃ PIĄTY –ŚRODA

2015-07-17 21:24:25, komentarzy: 1

Zaczniemy standardowo od Pana Piotra, który budził jak szalony. Nic go nie powstrzyma. Zaczyna być na oazie osobą kultową, budzącą powszechny respekt a nawet strach.Poranna rozgrzewka była lżejsza niż wczoraj, choć dało się słyszeć narzekania. Autor nie do końca to rozumie. Przecież człowiek, jak wstaje rano na oazie jest flakiem. Dopiero te ćwiczenia powodują, że staje się zdolny do funkcjonowania. Nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, nie każdy to docenia.

            Śniadanie. Najwyższa pora, żeby powiedzieć o jedzeniu na oazie. Przede wszystkim go nie brakowało. Może mała wyliczanka: kiełbasa (kilka rodzajów), ser żółty (2 rodzaje), ser biały, jajka na twardo, pomidory, ogórki, rzodkiewka, dżemy, krem czekoladowy, chleb biały i razowy – to zestaw na każdym śniadaniu i każdej kolacji. Teraz druga wyliczanka: ser pleśniowy, twaróg, śledzie w oleju i w śmietanie, ryba smażona (nie wiem jaka), sałatka warzywna, sałatka grecka, pasta jajeczna, pasztet, płatki i mleko, bułki – nie były zawsze ale często. To może kolejna: gotowana kiełbasa, parówki, jajecznica, ryż z jabłkami, makaron z serem, kurczak zapiekany w sosie serowym, łazanki, leczo, zapiekanka ziemniaczana – potrawy „na ciepło”. Wszystkie trzy wyliczanki dotyczą śniadań i kolacji. Obiady to osobna sprawa. Trzeba też dodać, że jedzenie smakowało. Ciągle było tak, że oczy by jadły, a żołądek już nie mógł. Dlatego kierownictwo bardzo mocno naciskało, by nie nakładać sobie za dużo. Lepiej iść 3 razy po dokładkę niż zostawić.Jak wiadomo ludzie są różni, to i żołądki są różne. Większe, mniejsze, mniej lub bardziej elastyczne. Były trzy żołądki, które przewyższały inne i rywalizowały o miano najpojemniejszego. Pierwszy należał do Pana Krzysia. Wiadomo, utrzymywanie takiej ilości masy wymaga dużych nakładów. Posiadaczem drugiego był Pan Stefan, który, jak już wspomniano, jadał w trzeciej turze, ponieważ wcześniej zwykle nie miał czasu. Pan Stefan to człowiek zapracowany. Żeby tyle pracować trzeba mieć adekwatnie dużo siły, a żeby mieć tyle siły, trzeba adekwatnie dużo jeść. Trzeci może być zaskoczeniem. Chodzi bowiem o Panią Ewelinę. Pewnie nikt by na nią nie stawiał, ze względu na jej przynależność do płci pięknej i raczej niepokojącą szczupłość. A jednak… dotrzymywała kroku. Trzy do czterech dokładek i to nie takich jak dla wróbla. Gdzie ona to mieści?

            Nie były to jedyne zawody na oazie. Dwie osoby walczyły o miano najlepszego przyjaciela łóżka. Pierwszą był Kamil „mała opatrzność”, drugą Pan Damian nr 1. Żeby zostać czyimś przyjacielem trzeba z tą osobą spędzać sporo czasu. Obaj panowie bardzo, ale to bardzo pragnęli tej przyjaźni. Kto zwyciężył? Zobaczymy…

            Dzień piąty dniem zwyczajnym. Do południa jak zwykle, to samo później. Msza Św. – homilię głosił Ks. Dajrektor. Starał się na bazie czytania o wypędzeniu przez Abrahama niewolnicy Hagar i ich syna Izmaela, zachęcić do czytania Pisma Świętego i udowodnić, że nie jest oderwane od rzeczywistości, ale realnie wpływa na życie. Czy osiągnął sukces okaże się już po oazie, gdy każdy stanie przed wyborem – czytać albo nie.

            Na plaży podobnie jak od dwóch dni. Niebo w odwrocie. Mięczak! Błękit i prażące Słońce. Nie jest jednak upalnie. Gorąco tak, ale nie upalnie. Piłki, kajaki, motorówka w ruchu. Dzieci są radośnie aktywne.

            Warto jeszcze wspomnieć o zawodach w piłkę nożną (taki to dzień rywalizacji). Zorganizował je Pan Damian nr 2. Mówiłem wcześniej o wysokiej klasy turnieju piłki plażowej. Był to jednak turniej nieoficjalny. Teraz to co innego. Liga Mistrzów może się schować. Dwie odrębne rywalizacje – dla starszych i młodszych. Składy sześcioosobowe, zgłaszane wcześniej Panu Damianowi nr 2. Miejsce rywalizacji – orlik za szkołą. W klasie młodszej rywalizowało siedem drużyn. Udało się je przeprowadzić w całości. Zwyciężyły FC Koksy. W klasie starszej brały udział cztery drużyny, ale nie ma jeszcze rozstrzygnięć. Został do rozegrania finał – drużyna z 23 (szósta klasa) kontra drużyna z 36 (druga, trzecia gimnazjum).

            Na pogodnym wieczorze poznaliśmy kolejne trzy pokoje: dwa zeszły ze sceny wśród braw, jeden wśród gwizdów. Tych ostatnich oskarżono bowiem o rasizm (w sumie mieli ku temu podstawy, gdy usłyszeli ze sceny dowcip o murzynie). Kolega pseudonim Zakrzew był prowokatorem nieprzychylnych odgłosów. Inni to podłapali i sala zaczęła buczeć. Cóż, nie zawsze dostaje się owacje na stojąco…

            Modlitwy wieczorne. No tak, nadal nie podałem szczegółów. Hmmm… może jeszcze nie dziś. Łóżka tak tęsknie patrzą – szczególnie na Kamila i Pana Damiana nr 1. Ale jutro to już na pewno. Obiecuję.

 

(NOTA OD WYDAWCY vel Administratora strony: Szanowny Autorze! Po raz kolejny Pana ostrzegam!!! Ten tekst jest krótszy od pozostałych o przeszło pół strony. Co to ma znaczyć? Czy to ja mam za Pana pisać ten dziennik??? Wstydziłby się Pan po prostu (ks. Robaczywka by powiedział: Piękny Dziennik! Męskich nie było???) Zostaje Pan pozbawiony wszystkich Bóg zapłać od tej pory, chyba że ktoś Panu da z własnych zasobów w komentarzu poniżej. Z poważaniem ks. Dajrektor - Administrator strony) 

 

 

 

 

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Oazowicz 2014 2:47, 16 lipca 2015

    Bóg zapłać dla autora! :)

    Odpowiedz
Własna strona www za darmo - sprawdź