Wakacje z Bogiem
oazy Liturgicznej Służby Ołtarza

dziennik oazowy 2015

DZIEŃ ÓSMY – SOBOTA

2015-07-17 21:23:45, komentarzy: 0

            Piątek przewrotnie zamienił przedpołudnie z popołudniem. Dziś wszystko wraca do normy. Pobudka (WSTAJEMY PANOWIE!!! – Pan Piotr rządzi), rozgrzewka, śniadanie. Komisja Czystości chytrze i z premedytacją nie poszła na kontrolę po śniadaniu. Uznano bowiem, że uczestnicy po przejściu Komisji nie trzymają wypracowanego w pocie czoła porządku. Noo, trzeba przyznać, że ta refleksja została podjęta wyjątkowo wcześnie. Ósmego dnia. :-) Ale jak wymyślili, tak też zrobili. Wielka szkoda, że uczestnicy zostali o tym zabiegu poinformowani, dlatego czuwali i nie nastąpiła rewolucja w klasyfikacji. Wspominany już wcześniej pokój, który sięgnął dna, sukcesywnie się odbijał. Pojawiły się dziewiątki, dziesiątki. Co prawda o serduszku mogli tylko pomarzyć, ale przynajmniej nie dostawali szóstek.

            Dzisiejsza szkoła Liturgii miała miejsce w sali gimnastycznej. O ile w kościele chłopcy trzymają jeszcze poziom i większość stara się być cicho, o tyle utrzymanie porządku w sali graniczy z cudem. Nie ma atmosfery do przyswajania tego typu wiedzy, oj nie ma. Kleryk Arkadiusz (nie CM) starał się, tego mu odmówić nie można, ale po pierwsze gadał długo, po drugie monotonnie i nudno, po trzecie nie bardzo wiedział o czym ma mówić. Kościół to jednak kościół. Jakoś zmordowali razem te 50 minut. Kierownictwo ubolewało nad tym, że nie było egzaminu z liturgii. Na pierwszych oazach uczestnicy odpowiadali przed trzyosobową komisją, przy stole nakrytym zielonym obrusem. Wyglądało to jak prawdziwy egzamin na wyższej uczelni. Później zarzucono tę praktykę. Cóż, może powrócimy do niej w przyszłym roku.

            Idziemy na plażę, ale nie wszyscy. Chętni wybrali się do Muzeum Wojska Polskiego. W największym skrócie: można tam zobaczyć oręż i umundurowanie Polaków z początków istnienia naszego pięknego kraju, przez wszystkie wieki jego istnienia (i nieistnienia), aż po czasy współczesne. Wielu było tam na poprzedniej oazie, część oazowiczów (głównie dziewczyny, choć zdarzają się wyjątki) nie jest zainteresowana tym tematem, niektórym się po prostu nie chciało, dlatego zdecydowana większość poszła jednak nad wodę. A nad wodą jak to nad wodą (oprócz motorówki, he he). Grzeje niemiłosiernie (czyżby mała zemsta Słońca?), ale na szczęście wiatr łagodzi sytuację. Dzieci nadal plażują aktywnie. Skąd oni maja jeszcze tyle siły? Bieganie, kopanie, sypanie, odbijanie, pływanie, wiosłowanie. Oaza jak cyklon – pęd, ruch, zawrotna prędkość. Dzieje się, dzieje. Ciekawie jest też w oku cyklonu, tam, gdzie króluje bezruch. W oku cyklonu siedzi kolega Zakrzew. Z ZESZYTEM! Na wakacjach! Można by podejrzewać, że zaszkodziło mu Słońce, albo jest nieszczęśliwie zakochany i pisze list miłosny, gdyby razem z nim nie siedzieli inni, i to nawet wysoko postawieni na oazie (Autor dla własnego bezpieczeństwa nie wspomni, że byli to Tomasz G. i Krzysztof P.). Poglądają po ludziach, szepczą do siebie, śmieją się złośliwie i wtedy kolega Zakrzew zaczyna skrobać w zeszycie. Potem znowu: chwilę się rozglądają, potem siedzą cicho (czasem któryś potrze czoło albo podrapie się po głowie), naraz jeden coś powie, reszta w śmiech, kolega Zakrzew skrobie. I znowu. Ponad godzinę. Fascynujące zjawisko – kolega Zakrzew siedzący w jednym miejscu dłużej niż dwie minuty. Takie rzeczy tylko na oazie!

            Czas umyka niepostrzeżenie. Właśnie, czas. Może warto podjąć krótką refleksję na jego temat. Ogólnie rzecz ujmując, Czas jest strasznie wredny. Kiedy człowiek dobrze się bawi, ten specjalnie przyśpiesza i zaraz trzeba kończyć. A gdy nuda święci tryumfy wtedy celowo zwa l n i a   i   w  l  e  c  z  e      s   i   ę      n   i  e  m   i   ł   o   s   i   e   r   n   i   e… Taki to drań. Nuda też drań. Oboje w zmowie. Przynajmniej na oazie Nuda jest nieobecna (choruje) a Czas ma sporo do roboty. Niech się męczy, niech biega! Dobrze mu tak!

            Koniec plażowania. Idziemy jeść, a potem na pogodny wieczór. Prewencyjnie przypominam, że pogodny wieczór to nie tylko prezentacje pokoi, to przede wszystkim śpiew. Choć prezentacji było dziś wyjątkowo dużo – ostatnie cztery pokoje. Wyszło też na jaw co knuł kolega Zakrzew ze swoją bandą (w której byli nawet ci wysoko postawieni). Ułożyli piosenkę! Utwór jak najbardziej niepoprawny oazowo, kpiący z wszystkiego co się porusza (zapomniano jedynie o Ks. Dajrektorze), mało ambitny w formie, wysoce ambitny w treści. Nieposkromiony jak wzburzone morze, żartobliwy jak prowadzący Familiadę. I to jeszcze rymowany!!! (Z pewnych względów niektóre zwrotki zostaną pominięte. Zainteresowanych ponad miarę, czyli ciekawskich, odsyłam do Internetu – ponoć jedyny w historii koncert tej kapeli gdzieś tam krąży). Uwaga:

 

NA MELODIĘ „CI CO ZAUFALI PANU”

0. Ci co zaufali Panu

odzyskują siły,

otrzymują skrzydła jak orły,

biegną bez zmęczenia.

 

1. Ci co wrzucili dziewczyny

dostają bonusy,

otrzymują chipsy od Hansa,

jedzą bez zmęczenia.

(…)

5. A nasze dziewczyny

nie szanują ciszy,

wrzeszczą, krzyczą i śpiewają

innym spać nie dają

6. Nasz ratownik oazowy

super jest kozakiem.

Zamiast wracać autokarem

mógłby iść z plecakiem.

7. Co do Komisji Czystości

mamy wątpliwości.

Jak wrzucisz śmieci pod łóżko

dostaniesz serduszko.

8. Weronika, proszę słuchaj

nie wstydź się miłości,

daj nam numer telefonu,

z głowy formalności.

9. Nasze niektóre dziewczyny

są jak święte krowy.

Ciszy nocnej nie szanują,

niech kible szorują!!!

10. Wysoki Arkadiusz

zwany też klerykiem,

choć liturgii uczy super,

efekty są nikłe

(…)

14. Każde dziecko z tej oazy

marzy tylko o tym,

by z Gazelą późnym wieczorem,

kible czyścić wyciorem.

(…)

16. Nasza Ewelina

z Filipem randkuje

i przez to nigdy do morza

nikt jej nie woduje

 

Ile było śmiechu, radości. A jakie oklaski zebrali! Mogli przejść z koszykiem, mieliby na lody. Do dziś śpiewa się co lepsze zwrotki. Oto hymn oazy Kołobrzeg 2015. Jeszcze raz wielkie brawa!

Jest jeszcze jeden tekst, który śmiało można by nazwać okrzykiem oazy. Jego twórcą jest nie kto inny jak kolega Zakrzew. Powtarzał to tak często, tak uparcie, że nie było siły, żeby inni nie zaczęli go naśladować. CHWALĘ CIEBIE PANIEeee!

Dziś kończymy dzień przy ognisku. Jako że jedno ognisko jest za małe by być „patelnią” dla ponad stu kiełbas, a my jesteśmy dobrzy i nie chcemy go przemęczyć, rozłożyliśmy zabawę na etapy. Młodsze pokoje mają pierwszeństwo, starsze przychodzą później. Kilka z nich czas oczekiwania spędziło w kaplicy, na wspólnej modlitwie. Trzeba tu oddać uczestnikom, że modlili się naprawdę pięknie i wytrwale. Niektórzy zawstydzali swoją wiarą oazowych księży i kleryków. Naprawdę, nie ma tu żadnej przesady, żadnego idealizowania.

Modlitwy wieczorne na placu za szkołą miały dość okrojony przebieg, dlatego nie będę dziś o nich wspominał. Nie ma pośpiechu.

Wiatr się ruszył. I jakby chmury się zbierają. Czyżby…???

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW