Wakacje z Bogiem
oazy Liturgicznej Służby Ołtarza

dziennik oazowy 2015

DZIEŃ DRUGI – NIEDZIELA

2015-07-17 21:25:05, komentarzy: 0

Nasz urzędowy budzik, Pan Piotr, wypełnił powierzone mu zadanie ze szwajcarską precyzją.  Pobudka o 7:10 - ani minuty wcześniej, ani minuty później. Biedaczek wstaje pół godziny przed swoją misją żeby dobrze się przygotować.

Pogoda raczej jesienna. Chmury nieustępliwie bronią Słońcu bezpośredniego dostępu do mieszkańców naszej styranej planety. To nie sprzyja wstawaniu, ale nie ma uproś. 7:20 wyjście na modlitwy poranne. Z racji tego, że dziś niedziela nie ma porannej rozgrzewki. Wielu przyjęło tę wiadomość z  ulgą. Nie ma co przesadzać, trochę pajacyków o poranku nie jest takie męczące. No ale niedziela... Po modlitwach śniadanie dla grupy młodszej - starsza sprząta. Dla niewtajemniczonych oaza dzieli się na grupę starszą (gimnazjaliści, część szóstoklasistów, dziewczyny) oraz młodszą (od szóstej klasy w dół). O ile np. we Mszy Św. czy szkole śpiewu uczestniczą wszyscy razem, o tyle posiłki są w różnych porach - najpierw jedzą młodsi, 45 minut później starsi.(Jest jeszcze trzecia tura jedzenia – dla Pana Stefana). Dlatego tak ważny jest inny podział: na pokoje. Pokój to podstawowa jednostka oazowa. Składa się z wychowawcy, animatora i uczestników (maksymalnie 13, 14 osób). Pokojem wychodzimy do kościoła, na posiłki, na plażę. Stąd podstawowym zadaniem uczestnika jest zapamiętanie, kto jest jego wychowawcą i animatorem. Ma o tyle łatwiej, że to tylko dwa imiona. Taki wychowawca ma gorzej, wszak opiekuje się np. trzynastoma chłopcami. A jeśli ma jeszcze chroniczne problemy z zapamiętywaniem imion (jak np. Autor), zadanie jest wymagające -trzeba mocno aktywować leniwe z natury szare komórki. Jednak im dalej w oazę tym łatwiej. Wspólnie spędzany czas, rozmowy przynoszą efekty.

Po śniadaniu wyruszyła w trasę Komisja Czystości (o której więcej przy innej okazji). Ocenianie było łagodne, ale tylko dlatego, że to pierwszy raz.

Kościół do którego chodzimy na Eucharystię leży ok. 500 m od szkoły. Należy do parafii Podwyższania Krzyża Świętego prowadzonej przez ojców franciszkanów. Proboszcz miejsca jest dla nas bardzo życzliwy. Jako że na oazie mamy czterech księży (a chodzą plotki, że ma być i piąty) nie musimy chodzić na Msze parafialne. Wyjątkiem jest niedziela. Nie dlatego, że wtedy księża chowają się pod łóżka i za nic nie chcą wyjść. Chcemy dać świadectwo. Ponad setka ministrantów ubrana w strój liturgiczny robi też wrażenie (ale to jakby dodatek).

Po Mszy Św. poszliśmy na plażę. Niebo nadal prowadzi z nami tę przykrą grę. Udawany deszcz nie zraził nas jednak. Każdy pokój poszedł na spacer brzegiem morza,  które miało dziś zupełnie inne oblicze. Burzyło się, pohukiwało z agresją, jakby nasza obecność była mu niemiła. Choć Autor osobiście uważa, że to wiatr je tak wnerwia. Zawsze jak się pojawi (a nie wiadomo skąd przychodzi) morze dostaje nerwicy. Nie mogą coś dojść do porozumienia…

Spacer był długi. W zasadzie nie mieliśmy punktu docelowego. Jeśli można mówić o jakimkolwiek celu, to raczej zdrowotnym (wdychanie jodu) czy wspólnoto-twórczym (żarty, śmiechy, gonitwy, dzielenie się zachwytem nad niektórymi rzeczami wyrzuconymi na brzeg, jak np. kupka wodorostów czy wyjątkowo duży patyk). Starsi uczestnicy, którzy chcieliby mieć choć w połowie tyle mięśni co niejaki Pan Krzyś, postanowili popracować nad łydkami, zamieniając swój spacer brzegiem morza na bieg brzegiem morza. Zbliżania się do figury Pana Krzysia jeszcze nie widać, ale nie wolno tracić nadziei.

Nie wiem czy czytający podzielą to zdanie, ale powroty są jakby szybsze. O ile trasa "w tamtą stronę" wydawała się przeciągać, o tyle trasa "z powrotem" minęła niepostrzeżenie.

Po doprowadzeniu się do porządku - kolacja (oczywiście z podziałem),  następnie szkoła śpiewu. W ramach przypomnienia: na oazie dominują dwa typy utworów: religijne (pamiętamy kim jesteśmy) i szanty, czyli piosenki żeglarskie (pamiętamy gdzie jesteśmy). Ten schemat regularnie łamią Panowie Szymon i Filip, którzy grają i śpiewają wszystko co polskie, we wszystkich tonacjach i głosach świata. Powtarzam: śpiewają WSZYSTKO - czy mądre czy głupie, czy ładne czy brzydkie, czy z sensem czy bez, czy gitary nastrojone czy robiące dźwiękową kaszankę. Im nic nie przeszkadza żeby śpiewać. Śpiewają stojąc, idąc, leżąc. Niezmordowani. Stalowe gardła. Po powrocie z modlitw wieczornych dali przed szkołą mały popis umiejętności. Co tam się działo... 

Co do modlitw wieczornych - obiecałem że powiem o nich więcej. Wybaczcie, jeszcze nie teraz. Koniec dnia drugiego: kąpanie, szczotkowanie zębów,  różaniec iiii sen.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW