Wakacje z Bogiem
oazy Liturgicznej Służby Ołtarza

dziennik oazowy 2011

ROZDZIAŁ 8 – CZWARTY DZIEŃ - Wycieczka do Trzęsacza

komentarzy: 0

Dziś wtorek. Mamy pierwsze pożegnania na oazie – wyjeżdża Ks. Łukasz. W ciągu czterech dni zdążył powiedzieć wiele ciekawych rzeczy i zrobić ogromną ilość zdjęć. Były to najbardziej profesjonalne fotografie w całej historii oazy. Bardzo nam go brakowało. Ale oaza musi iść dalej.

            Na ten dzień przygotowano jedną z 3 wycieczek. Celem był Trzęsacz, oddalony od Pobierowa o ok. 5 km. Znajduje się tam ostatnia ściana katolickiego kościoła, który został wybudowany na przełomie XIV i XV wieku ok. kilometr od brzegu. Niestety, zdradzieckie morze konsekwentnie zabierało brzeg i kościół wraz z nim. Pozostała tylko ta ściana. Mało atrakcyjna atrakcja, ale nie to jest głównym celem tej wycieczki. Najważniejsze jest zacieśnienie więzi w pokojach. Dlatego do Trzęsacza nie idzie się całą oazą, ale właśnie pokojami. Dodatkowy cel to zapełnienie wolnego czasu w inny sposób niż leżenie na plaży. W połowie drogi do, nazwijmy to z braku lepszego słowa, ruin kościoła, mija się duży metalowy krzyż. Identyczny krzyż znajduje się na Giewoncie. Piękna symbolika. Wiara w Chrystusa rozciąga się od szczytów gór aż po brzeg morza. Zapomniałem jeszcze dodać, że do Trzęsacza idzie się plażą.

            Ks. Paweł przedstawił na odprawie animatorów, która miała miejsce codziennie po śniadaniu, pomysł, aby podczas drogi animatorzy porozmawiali na osobności z każdym podopiecznym po kolei, zapytali co u nich w domu, czy wszystko w porządku, jak im się podoba oaza itp. Tak szczerze to, to nie za bardzo mi ten pomysł przypadł do gustu, ponieważ uważałem, że 3 dni to za krótki czas na poznanie kogoś, żeby mu się później z takich osobistych rzeczy zwierzać. Jednak z wodzem się nie dyskutuje.

            Przed wyjściem Księża odprawili Mszę Świętą, a jeszcze przed Mszą dowiedziałem się, że Ks. Łukasz nie był jedynym, który tego dnia opuścił Pobierowo. Ten sam chłopak, który wczoraj kładł na łopatki Krzyśka, Hawę i ratownika, nie wytrzymał kilku dni bez mamy. Jak na takiego twardziela, to trochę mało po męsku. To zresztą nie jedyny przypadek tęsknoty za domem. Drugiego dnia musiałem przez godzinę w nocy siedzieć z jednym chłopaczkiem, bo popłakiwał za mamą. Dziwny jest ten świat.

            Wreszcie wyszliśmy. Słyszałem, że niektórzy animatorzy dobrze wywiązali się z nałożonego na nich obowiązku, ale ja nie zrobiłem tego najlepiej. Pogadałem tylko z 1 chłopakiem, tak dłużej. Z tego co opowiadał, wszystko u niego w porządku. Zresztą gość jest dość ambitny. Planuje zostać lekarzem.

            Doszliśmy do celu. Obiad zjedliśmy z dala od plaży, pod innym, kompletnym kościołem, za którym był dość spory ogród. Obiad, w sensie kanapki, które przygotowały dziewczyny zjedliśmy ze smakiem.

            Trochę się przez te 4 dni na oazie pozmieniało. Paweł dostał swój pokój. Wcześniej dziećmi zajmowali się tam Zbyniu i Kabanos. Gdy przestali być animatorami, trzeba było ich gdzieś przydzielić. Trafili do mnie, do 114. Sytuacja wyglądała tak: spali tam, gdzie poprzednio, czyli w 205, ale wszędzie chodzili z nami.

            Czwarty dzień obfitował w kilka nieprzyjemnych sytuacji. W drodze powrotnej, gdy już byliśmy na plaży, jeden chłopak podłożył drugiemu nogę i ten drugi doznał urazu. Ludzie, to się działo na plaży. Na plaży! Nie dziwię się na twardym betonie, nawet na ziemi, ale na piasku? Jakieś cuda. Ten od podkładania nogi nie został ukarany. Głupio zrobił, ale przecież nie mógł przewidzieć, że skutki będą tak poważne. Zresztą z tego co słyszałem, bardzo się tym przejął. Modlił się za niego, przepraszał. Kolejnym problemem byli gimnazjaliści z 208. W nocy z 3 na 4 dzień wzięli mydło w płynie i nasmarowali niektórym uczestnikom prześcieradła. Dziś natomiast kupili sobie w Trzęsaczu pistolet na kulki i strzelali do ludzi. Inteligentnie. Na szczęście długo się nimi nie pobawili. Skonfiskował je Ks. Tomek. W następnych dniach nie sprawiali już większego problemu           Wieczorem doszło do sprzeczki między animatorami. Poszło o Michała, który teraz jako jedyny nie miał pod opieką pokoju. Dostało mu się za to, że się obija. Michał odpowiedział (może słowo odpowiedział to nie najlepsze słowo ale nie ma czegoś takiego jak odkrzyczał), że ma wiele innych obowiązków (było ich faktycznie trochę, ale nie przesadzajmy że aż tak wiele). Szczęściem błahość problemu zauważył Krzysiek i załagodził cała sytuację. Błogosławić umiejętną dyplomację.            Doszła do mnie informacja, że może odwiedzi nas Łukasz, o którym już wspominałem. Dobrze go będzie znowu zobaczyć.

            Do końca dnia nie działo się już nic godnego uwagi. W moim pokoju usnęli po północy. Wtedy mogłem iść pod prysznic. Po drodze natknąłem się na Ks. Pawła i Karola. Macie może tak czasem, że śmiejecie się ze wszystkiego, sami nie wiedząc dlaczego? Właśnie coś takiego nas dopadło. Nie podobało się to Księdzu Tomkowi, bo przybiegł ze znajomą groźną miną. Mieliśmy następny powód do śmiechu. Ks. Tomek nie wytrzymał i… zaczął się śmiać. Może nie tak bardzo jak my, ale był to i tak niecodzienny widok. Tak naprawdę, to Ks. Tomek to bardzo zabawna osoba, udaje tylko takiego niezadowolonego. Tej nocy pozamieniał tabliczki na damskiej i męskiej toalecie. Jak stwierdził, dziewczyny nie powinny mieć lepszego kibla. To samo zrobił z prysznicami.

            Atak śmiechu powoli odpuszczał. Trzeba było się już rozejść, żeby jutro być zdolnym do pracy. Czwarty dzień skończył się bardzo dobrze.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW