Wakacje z Bogiem
oazy Liturgicznej Służby Ołtarza

dziennik oazowy 2011

ROZDZIAŁ 5 – DRUGI DZIEŃ - Król Julian Samozwaniec

komentarzy: 0

         Typowy oazowy dzień zawierał w planie: modlitwy poranne, gimnastykę, śniadanie, szkołę liturgii dla młodszych i śpiewu dla starszych, Eucharystię, obiad, plażowanie, pogodny wieczór, modlitwy wieczorne i wreszcie sen. Oczywiście nie zawsze obowiązywała podana kolejność (wiadomo, że kolacja nie będzie w czasie śniadania, a obiad na kolację, chodzi o szkoły, Mszę, plażowanie). Zdarzały się też nietypowe wydarzenia, jak wycieczki, ale to jeszcze przed nami. Na razie mamy dzień drugi.

            Dzień drugi był właśnie takim typowym dniem. Pobudka o 7 rano, wyjście na modlitwy, które zwykłe odbywały się na plaży. Tam też przeprowadzano poranną rozgrzewkę. Na rozgrzewkę składało się kilka ćwiczeń i bieganie. Zwracam uwagę na podział oazy na 2 grupy: starszą i młodszą. Po co ten podział? Ze względów kulinarnych. Jadalnia nie była w stanie pomieścić całej oazy. Dlatego bieg grupy młodszej odbywał się na dystansie 100 metrów, żeby mogli szybko iść na posiłek. Grupa starsza biegała trochę dalej. Po śniadaniu chwila na posprzątanie w pokojach (żeby uzyskać jak najwięcej punktów od komisji czystości, o której trochę później). Potem szkoły, Msza, obiad i plażowanie.

            Jak wyglądały kąpiele na oazie? Nie było to bynajmniej zbiorowe taplanie się. Na jednego ratownika przypadała grupa maksymalnie 15 osób. Ustawiano się w szeregu, następowało odliczanie, każdy dostawał kawałek materiału do przewiązania ręki (żeby było wiadomo czyje dzieci są nasze) i dopiero szło się do morza. Kąpiel trwała ok. 15 minut, po czym grupa wychodziła z wody, znowu odliczano, oddawało się chustki i jeśli grupa chciała, mogła zapisać się na koniec kolejki. Potem następna grupa i następna i tak w kółko, z krótkimi przerwami, w których ratownicy próbowali co nieco odpocząć.

            Na plaży zeszło nam do wieczora. Na razie szło gładko, zgodnie z planem. Po kolacji przyszedł czas na pogodny wieczór. Pięta Achillesowa naszej oazy. Różnie to z tymi  wieczorami  bywało. 1 oazie zabawy prowadził je animator Łukasz (o którym będzie jeszcze kilka słów). Na 2 oazie Łukasza próbował zastąpić wychowawca o wdzięcznym pseudonimie „Sokół”. Sokoła niestety w ty roku nie było z nami. Na 3 oazie nie było pojedynczej osoby, która dbała o oprawę pogodnego wieczoru, więc wymyślaliśmy coś wspólnie (mówię o animatorach). W tym roku było podobnie. Pierwszy pogodny wieczór postanowił poprowadzić Ks. Paweł. Kazał na szkolnym placu zabaw ustawić sprzęt, czyli gitarę akustyczną +  piec, gitarę basową + piec, 2 mikrofony i kolumnę. Zaczęło się. Ksiądz zdecydował się na rozśpiewaną wersję pogodnego wieczoru. Uczył dzieci szant, czyli piosenek żeglarskich. Szło wcale nieźle. Atmosfera udzielała się prawie wszystkim (mówię prawie, bo najstarsi uczestnicy, którzy udawali ważniaków, nie śmiali się, bo ważniakom nie wypada). Wtedy i ja postanowiłem coś zaprezentować. 

            Dostałem do ręki mikrofon i zrobiłem to co umiem najlepiej, czyli udawałem debila. Pomogła mi w tym umiejętność naśladowania głosu znanego z kreskówki króla Juliana, czyli samozwańczego władcy Madagaskaru, który na domiar złego był lemurem. Z nieukrywaną satysfakcją musze przyznać, że dzieciom się spodobało. Z pomocą Ks. Pawła, grajków i Karola udało się zapełnić ostatnie minuty przedstawienia. Było naprawdę ciekawie.

            Pozostał jeszcze tylko taki problem: zostało jeszcze 7 dni oazy, czyli 7 pogodnych wieczorów, a na każdym trzeba pokazać coś fajnego. Pomysłów nam na szczęście nie brakowało. Rozwiązaliśmy go mało ambitnie, ale innej rady nie było. Jednym ze sposobów na umilenie młodym pogodnego wieczoru było rozłożenie ekranu, projektora i puszczenie ciekawego filmu. Jeśli ktoś nie wie co to jest rzutnik to spieszę z wyjaśnieniem. Rzutnik to takie urządzenie w stylu projektora kinowego, które podpięte poprawnie do komputera wyświetla dokładnie to samo co na monitorze. Obraz jest mniejszy niż w kinie ale większy niż w telewizorze. Można go wyświetlić na ścianie, lub tak jak my, na ekranie. Proste.

            Tak więc największy oazowy problem został rozwiązany. A ja do końca pozostałem królem Julianem.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW