Wakacje z Bogiem
oazy Liturgicznej Służby Ołtarza

dziennik oazowy 2011

ROZDZIAŁ 4 – PIERWSZY DZIEŃ - Przywitanie z morzem

komentarzy: 0

         Siódma rano i już trzeba wstawać. Robiliśmy to z takim entuzjazmem, jakby czekała nas gilotyna. Ale powoli doszliśmy do siebie. Energia wróciła.

 Zgodnie z wczorajszym planem od razu idziemy do szkoły skończyć to, co zaczęliśmy wczoraj. Do przeniesienia zostało ok. 10 łóżek, a to nie było jedyne zadanie. Godzina 0 zbliżała się nieuchronnie a tu jeszcze tyle do zrobienia. Biegamy, nosimy, denerwujemy się. Nasza złość była spotęgowana, ponieważ nie jedliśmy jeszcze śniadania.  Dostaliśmy je po 8. Gdy siadłem za stołem, 3 łóżka były jeszcze w złych pokojach, a Ksiądz już wyjechał po autobusy. Razem z Pawłem podkręciliśmy tempo i wreszcie to skończyliśmy.

Nadeszła godzina 0. Autobusy przyjechały. Przywitałem je niewyspany, zmęczony i zły.

Zaczęło się. Totalny bałagan. Każdy szuka swojego bagażu, nie patrząc, że inni robią to samo. Jakiś wychowawca próbuje wprowadzić porządek, zapanować nad tym wszystkim. Bez skutku. Kochane dzieci. Kilka osób już znam, m.in. Kłębola, Gośkę, Hawę, większość jednak jest mi obca. Oni tez widzą mnie po raz pierwszy, tak samo jak szkołę. Zieloni całkowicie. Trzeba im pokazać gdzie iść, bo rozejdą się bezładnie po szkole. Zaraz po wejściu skręca się w lewo, do sali gimnastycznej. Przyglądam się im ciekawie jak taszczą te wielkie walizki, tak zmęczeni po całonocnej podróży. Jeden chłopak szczególnie przykuł moją uwagę. Włosy na żelu, pewny krok, obojętna mina. Myślę: ”typowy cwaniak. Oby nie było z nim kłopotów. Znając moje szczęście pewnie trafi do mojego pokoju.” Dostałem w przydziale I gimnazjum, a on wyglądał na gimnazjalistę.

Jeśli chodzi o przydział animatorów do pokoi też było niezłe zamieszanie. Cały rok byłem przekonany, że będę animatorem jakiejś grupy, tak jak w poprzednich latach. Nawet się trochę do tego psychicznie przygotowywałem przed oazą. Jednak kiedy byliśmy w Bochni, Ks. Paweł stwierdził, że chciałby przetestować młodych animatorów i że prawdopodobnie ten obowiązek ze mnie zdejmie (zresztą nie tylko ze mnie – z Krzyśka, Michała i Pawła też). Wyobrażacie to sobie? 10 dni błogiego nie posiadania pokoju. Oczywiście byłyby inne obowiązki, ale czym one są w porównaniu z 24 godzinnym czuwaniem nad dziećmi? Dodatkowo mieliśmy mieć wspólny pokój. Po prostu urlop nie oaza. Ucieszyłem się za wcześnie. Przy rozdzielaniu pokoi okazało się, że jest o 2 animatorów za mało. Ktoś musiał się poświęcić. Padło na mnie i na Krzyśka. On dostał III gimnazjum i Księdza Lesia jako opiekuna, a ja, jak już wspomniałem, I gimnazjum oraz nieznanego mi Ks. Janusza Szpilowskiego jako wychowawcę. Szczerze powiem, że nie byłem specjalnie zadowolony. No ale cóż, cały rok myślałem, że będę miał swój pokój no to go dostałem.

Sala gimnastyczna. Ks. Paweł wyczytuje, jaki kto otrzymał pokój. Moje przypuszczenia sprawdziły się: „cwaniak” u mnie w pokoju. Obym się mylił co do niego. Zaprowadziłem chłopaków do pokoju i kazałem się wypakować. Każdy wybrał sobie łóżko i posłusznie zajął się swoją walizką. Brakowało jeszcze 3 osób z tego pokoju, ponieważ autobus z Czermina był wciąż w drodze.

            Zostawiłem ich i wróciłem na salę. Po drodze spotkałem jakiegoś małego chłopczyka, który ciągną walizkę prawie tak wielką jak on. Ale trafił na schody (było ich tylko 5, ale z taką walizką to o 5 za dużo) i pojawił się problem. Ofiarowałem swoją pomoc. Walizka okazała się potwornie ciężka! Co on tam nabrał?! Cegły czy co?! Nie zrozumiem rodziców, którzy na 10 dniowy wyjazd pakują dziecko jak na roczny pobyt za granicą. Ładują całą szafę ubrań (połowy i tak nie ubierze) oraz masę innych rzeczy (połowy i tak nie użyje).

Czermina jeszcze nie było, więc wróciłem do siebie. Numer mojego pokoju to 114. Wszyscy, którzy do tej pory tam byli, na oazę przyjechali 1 raz. W sumie to dobrze, przynajmniej przez kilka dni nie będą fikać. Palnąłem im „mowę” powitalną, o tym, że to nie obóz karny, ale dyscyplina jest  konieczna, bo jeśli 130 osób zaczęłoby szaleć to szkoła by tego nie przetrzymała. Oczywiście wyliczyłem cały szereg kar (o nagrodach jakoś mi się zapomniało), opowiedziałem jakie zasady panują w szkole i poza nią. Oto kilka z nich, tych bardziej podstawowych:

  1. Zakaz wychodzenia poza teren szkoły bez zgody opiekuna
  2. Chodzenie na miasto i plażę w grupie, nigdy pojedynczo
  3. Szanowanie mienia szkolnego
  4. Absolutny zakaz wychodzenia z pokoju po ciszy nocnej (chyba że w bardzo pilnej sprawie)

I jeszcze kilka innych.

W sumie nie było tego tak dużo. W końcu to nie obóz karny. A propos kar, oto kilka z nich (od najłagodniejszej do najgorszej)

  1. Sprzątanie korytarza
  2. Sprzątanie toalet
  3. Zakaz korzystania z wodnych atrakcji
  4. Zakaz wychodzenia ze szkoły np. przez 1 dzień
  5. Wyjazd do domu na koszt rodziców

 

Kary dostawało się za złamanie którejś z oazowych zasad.

Nagrodami natomiast były naklejki, które dostawało się za zaangażowanie, np. pomoc animatorom, głośne śpiewanie na szkole śpiewu, sumienne wykonywanie swoich obowiązków. Naklejki rozdawali opiekunowie. Można je było przez ostatnie 2 dni oazy wymienić na wodne atrakcje czy produkty ze sklepiku, o którym opowiem później.

            Tak więc uświadamiałem co wolno a czego nie wolno. W trakcie tego małego kazania weszli Filip i jeszcze 2 chłopaków. Filip był jedynym uczestnikiem z tego pokoju, dla którego

ta oaza nie była pierwszą. Pokój w komplecie. Parszywa 13 i leniwy animator. Cudnie. Oazę czas zacząć!

            Pozostała część dnia nie odznaczała się czymś szczególnym. Działo się to samo, co każdego roku.  Po śniadaniu, poszliśmy na powitanie morza. Na nowicjuszach morze zrobiło spore wrażenie. Ten bezkres wód. Następnym punktem było plażowanie. Tego dnia oznaczało ono tylko leżenie na kocach na piasku, zwykle jednak ma ono szersze znaczenie, o czym innym razem.  Była też kolacja i Msza św. Ciszę nocną wyznaczono na 22:30. Uczestnicy mieli już być do tej godziny umyci i leżeć grzecznie w łóżkach. Po zgaszeniu świateł, zgodnie z oazową praktyką odmawialiśmy wspólnie różaniec. Była to zarówno modlitwa wieczorna (jest jeszcze osobny punkt programu „modlitwa wieczorna” ale modlitwy nigdy za wiele) jak i świetny sposób na uśpienie młodych. Różaniec ma bowiem niesamowicie odprężające i uspokajające właściwości. Tak więc usnęli momentalnie tym bardziej, że byli zmęczeni po podróży. Ja usnąłem zaraz po nich.

            Pora na przedstawienie wreszcie tej nieszczęsnej kadry. Niektóre osoby pojawiły się już wcześniej, niektóre pojawią się też później, a niektóre nie pojawią się już wcale, więc to najlepszy moment żeby o nich choć wspomnieć.

            Zaczynamy oczywiście od kierownika, czyli Ks. Pawła. O nim było już sporo wcześniej więc nie ma co się rozpisywać. Wiadomo, szef szefów, kapitan okrętu, organizator, moderator etc. etc. Podczas trwania tej oazy był nad wyraz spokojny i wyluzowany, z czym był problem w poprzednich latach. Nie ma się jednak co dziwić, skoro bierze się na barki taki ciężar odpowiedzialności. Nerwy, stres, wiadoma rzecz. Ks. Paweł jako że podczas oazy miał wiele spraw i załatwień nie został opiekunem żadnego pokoju.

            Dalej. Ks. Tomek o swoim cudownie subtelnym uśmiechu. Zastępca kapitana, vice szef. Znany ze swojego poczucia humoru i niebywałych umiejętności handlowych, szczególnie jeśli chodzi o samochody. He, he, he. A tak naprawdę to bardzo fajny ksiądz, choć w duecie z Ks. Pawłem to on zwykle gra „złego glinę”. No i lubi niemiecki, ale nikt nie jest doskonały.

            Ks. Lesław - bardzo spokojny Ksiądz, podziwiam go za to, bo większość z nas jest niestety nerwowa i impulsywna. Denerwuje sie niezwykle rzadko. Lubi grać w karty i obejrzeć dobry film. Na oazie był opiekunem pokoju 107.

            Ks. Janusz – ksiądz, który miał zamiar zostać piłkarzem, ale skomplikowana kontuzja przerwała jego karierę. Widać Pan Bóg miał inne plany. Spokojny i opanowany jak Ks. Lesław, dobrze się z nim rozmawiało. Opiekun 114.

            Ks. Łukasz -  jak już wspomniałem przyjechał na kilka dni żeby przyglądnąć się oazie, dlatego tez nie dostał w przydziale żadnego pokoju. Dodam że był bardzo bezpośredni. Jako przykład przytoczę jedną sytuację z kuchni: kucharka nie chciała dać mu jedzenia, twierdząc że już miał. Wtedy Ks. Łukasz rzucił pytanie do wszystkich pań w kuchni – Czy jest tu ktoś kompetentny? Od razu dostał czego chciał.

            Pani M. Osika – oazowy bywalec – jako jedyna z kadry (nie licząc oczywiście kierownika i vice kierownika) była na wszystkich oazach. Nauczycielka języka polskiego. Opiekunka 202.

            Pani H. Wróbel – wychowawczyni dziewczyn. Już samo to świadczy o odwadze i wielkich pokładach cierpliwości. W gimnazjum uczyła mnie techniki. Więcej danych nie posiadam.

            Pani A. Szewczyk i Pani G. Wodziak – Wychowawczynie z Wielogłów. Nie mam pojęcia jakie mają osobowości, ale widać nie są złe, skoro Ks. Paweł już trzeci raz zaprosił je na oazę. Wychowawczynie odpowiednio 205 (chyba) i 115.

            Pani M. Klich – pierwszy raz na oazie. Najwięcej będzie mógł powiedzieć o niej Piotrek Stopa, ponieważ pani Klich była wychowawczynią jego pokoju, czyli pokoju 208.

            Pani Dominika Sosin-Szaefer – nie miałem z nią żadnego kontaktu, ale inni animatorzy mówili, że była spoko. I Pan Wojciech – nie pamiętam nazwiska. Był odpowiedzialnym za najbardziej łobuzowaty pokój. ( bodajże 203) Miał chyba z nimi sporo kłopotów.

            Klerycy Damian i Grzesiek – nie wiem o nich właściwie nic.

            Pan Karol Kłębczyk – 3 raz na oazie. W tamtym roku jeszcze jako animator, w tym debiutujący wychowawca. Może ze względu na ten debiut nie dostał pokoju do opieki. Zostało mu za to przydzielone równie ważne zadanie czyli pilnowanie sali gimnastycznej, na której chłopaki często grali w nogę. Ogólnie lubiany, choć okazuje mu się to w dość nietypowy sposób.

            Panowie ratownicy Michał Szostak i Maciek Szaefer– zaskoczenia nie będzie jeśli napiszę, że byli odpowiedzialni za kąpiele w morzu.

            Oczywiście nie wolno zapomnieć o pielęgniarce, pani Elizie Z. Przez całą oazę miała sporo pracy, ponieważ chłopaki jak to chłopaki na miejscu nie usiedzą to i o uraz nietrudno. Była przewodniczącą komisji czystości, o której opowiem trochę później.

            Na tym pora zakończyć dzień pierwszy.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW