Wakacje z Bogiem
oazy Liturgicznej Służby Ołtarza

dziennik oazowy 2011

ROZDZIAŁ 3 – DZIEŃ PRZED - Oaza nadciąga

komentarzy: 0

Ten dzień zaczął się dla nas o godzinie 12. I zaczął się źle. Zmęczenie odmalowywało się na twarzach wszystkich. I do tego padało. Aura i atmosfera nie nastrajały do śpiewów i radości. Nie nastrajały do niczego co nie było spaniem. A już szczególnie nie nastrajały do pracy, która nas czekała. Ks. Paweł się jednak jeszcze nie pokazał i nie mieliśmy sprecyzowanych zadań, zajęliśmy się zatem oglądaniem filmu. Seans przerwała nam zmiana pogody. Na lepsze oczywiście.

            Wyszliśmy z budynku. Na ten sam pomysł wpadł Ks. Paweł. Zdecydowaliśmy, że to dobry czas, aby odprawić Mszę. Po niej poszliśmy na plaże celem naładowania baterii. Nie zabawiliśmy tam jednak długo bo mieliśmy jeszcze sporo do zrobienia. Przede wszystkim nie skończyliśmy (jeszcze!) rozdzielać pokoi. Zajęło to około godziny. Potem pojechaliśmy do szkoły. I tu miłe zaskoczenie: szkoła nie przypominała już starej, rozsypującej się remizy strażackiej w jakiejś zapomnianej wsi, jak to było w poprzednich latach. Aktualnie przedstawiała się bardzo przytulnie, pomalowana na zielono, zachęcała do wejścia.  Niestety to jedyne dobre słowa, które można było tego dnia o szkole powiedzieć. Jeśli chodzi o pokoje, to nie dość, że nic się nie zmieniło, to jeszcze nie zgadzała się ilość łóżek. Tam, gdzie miało być ich 14, było 12, a tam gdzie 10, było 13. Ogólnie to totalny galimatias. Nie było rady, trzeba było te łóżka osobiście poprzenosić. Ta praca przypadła w udziale mnie i Krzyśkowi. Michał i Duniś siedzieli w mieszkaniu, a Myziok to nawet nie wiem gdzie był, pewnie oglądał mecz siatkówki w jakimś barze. Bo Myziok to wierny kibic tego sportu, a czas oazy przypadł akurat na czas jakichś mistrzostw, Europy czy Świata.

            Natomiast Ks. Paweł razem z Pawłem pojechał po Ks. Łukasza. Był to jeden z 5 księży, którzy mieli być tego roku na oazie. Zastanawiałem się, jaki będzie. Szybko miałem okazję się o tym przekonać, ponieważ zabrał nas na miasto (pracę w szkole przełożyliśmy sobie na jutrzejszy poranek). Byli wszyscy (mam na myśli animatorów), oprócz Dunisia i Myzioka, bo oni poszli, czego łatwo się domyślić, oglądać siatkówkę. Nawiasem mówiąc Polska pokonała wtedy Argentynę i awansowała do półfinału.

            Tak więc Ks. Łukasz poszedł z nami na miasto. Ci, którzy byli pełnoletni dostali po piwie, ci niepełnoletni (w tym ja) to nawet nie pamiętam, a pizza była dla wszystkich. Ksiądz okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem. Choć pochodził z diecezji tarnowskiej nie był absolwentem tarnowskiego seminarium. Przyjechał na oazę aby podpatrzyć na czym ona polega i jak funkcjonuje, ponieważ sam planował urządzić oazę w przyszłości.[1] Miał być tylko kilka dni. Naprawdę, naprawdę miła osoba. I świetny fotograf o czym już wkrótce mieliśmy okazję się przekonać.

            Było już po 23. Trzeba więc było powoli kończyć spotkanie. Zanim poszliśmy spać przeniosłem się jeszcze myślą do jadących właśnie autobusów: z Czermina, Wielogłów i Bochni. Oaza nadchodziła…

 


[1]  Z tego co mi wiadomo Ks. Łukasz zrealizował swój cel i ma już zamówioną szkołę w Pobierowie na swoją oazę na 2012 rok.

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW