Wakacje z Bogiem
oazy Liturgicznej Służby Ołtarza

dziennik oazowy 2011

ROZDZIAŁ 1 – NA DŁUGO PRZED OAZĄ

komentarzy: 0

            Na początku tworzenia jakiejkolwiek rzeczy musi być pomysł. Idea oazy powstała zapewne w głowie Ks. Pawła bardzo, bardzo dawno, ale realnych kształtów zaczęła nabierać w roku 2006, po oazie dla LSO w Żegiestowie Zdroju. Ksiądz był wtedy jej współorganizatorem razem z ks. Marcinem Kawą. Z parafii, w której rezydował (czyli z Czermina) wzięło w niej udział 12 osób.  Kto z nas pomyślałby wtedy, że już za rok będzie kierownikiem 75 osobowej oazy nad morzem?

Ale po kolei. Najpierw pomysł, potem realizacja. Jeśli komuś wydaje się, że zorganizowanie takiego przedsięwzięcia to kwestia kilku tygodni, niech siedzi cicho i słucha. Organizacja pierwszej oazy wymagała około 1 roku przygotowań. ROKU! Dlaczego? Bo rok wcześniej trzeba było zarezerwować miejsce. Padło na szkołę w Pobierowie. Były i inne propozycje, ale ta, mogę to śmiało powiedzieć, okazała się najlepsza. W zasadzie to pół szkoły, bo miejsca było na 150 osób, a nas miało być 75. Tak więc na pierwszej oazie dzieliliśmy naszą kwaterę, już nie pamiętam z kim. Na kolejnych oazach cała szkoła była już do naszej dyspozycji. Tak więc miejsce pobytu zarezerwowane. Na 10 dni. W poprzednich latach oaza zaczynała się jeszcze w czerwcu. W tym troszkę się przesunęła. Trwała od 8 do 19 lipca.

Następny krok: uczestnicy i kadra. Z uczestnikami nie było problemu. W każdym roku jest masa chętnych. Z kadrą było trochę kombinowania. Oprócz kierownika i vice kierownika chyba tylko pani Małgorzata Osika brała udział we wszystkich 4 oazach. O animatorach nie będę na razie wspominał, bo to inna sprawa. Wracając do kadry: były z nią czasami problemy. Chodziło o to, że ktoś zadeklarował, że pojedzie, a na miesiąc przed oazą wycofywał się. Gdyby tak zrobił uczestnik nie byłoby problemu: na jego miejsce byłoby 4 chętnych. Ale kadra? Skąd tak szybko wziąć na przykład ratownika? Były to problemy które spadały nieoczekiwanie, a które stawiały pod znakiem zapytania realizację oazy. Oprócz wspomnianego ratownika w skład kadry wchodziło kilku wychowawców, pielęgniarka, drugi ratownik, kierownik, vice kierownik, zwykle jakiś 3 ksiądz i czasami klerycy. Tak więc razem było kilkanaście osób. Spory skład.

Gdy kadra i uczestnicy byli już w miarę ustaleni przychodził czas walki z biurokracją. Umowy, ubezpieczenia i masa innych papierów. Zajmowało to całą teczkę i wszystko było ważne. Brak jednego papierka mógł przekreślić ważność oazy. Kolejna istotna rzecz na głowie.

Następna sprawa to szkolenie. Gdy wybieraliśmy się pierwszy raz nad morze trzeba było kilku spotkań dla kadry, ponieważ nikt oprócz Ks. Pawła nie miał okazji brać udziału w podobnym przedsięwzięciu. Takie spotkania musiały być organizowane po kilka razy każdego roku, ponieważ skład kadry był za każdym razem inny. Dodatkowo szkoleni byli animatorzy.

Dalej. Śpiewnik do szkoły śpiewu. Trzeba wybrać piosenki, posegregować je, ułożyć w komputerze i wysłać do drukarni, gdzie jest technicznie obrabiany i wychodzi pachnący farbą drukarską, zwykle w kolorze niebieskim, ze śmiesznym ministrantem na okładce.

            Koszulki oazowe. Żeby to tak można było kupić w 1 rozmiarze. A tu jeden wyższy, drugi niższy. Więc trzeba główkować jakie wielkie kupić, żeby ktoś nie wyglądał jak łajza.

Plan oazy i rozmieszczenie w pokojach. Strasznie żmudna praca. Wiem to, bo nie raz męczyliśmy się jak by tu rozmieścić uczestników, żeby każdy był zadowolony. Obraliśmy system wiekowy, tzn. w jednym pokoju dzieci z jednego roku. Ks. Paweł nie chciał rozmieszczać według parafii. Stwierdził, że oaza jest po to, aby ludzie nawiązywali nowe przyjaźnie. Rozmieszczanie pokoi trzeba było robić co roku, bo na każdej oazie są inni uczestnicy. Trochę lepiej było z planem oazy, bo wystarczyło go napisać raz, a w ciągu następnych lat tylko trochę modyfikować, gdyż nie zmieniało się wiele.            

Zapewne pominąłem tutaj masę rzeczy, których nie wiem lub nie pamiętam.  Nie zmienia to faktu, że oaza rozpoczyna się dużo, dużo wcześniej niż mogłoby się wydawać. Jest to także ogromnie czasochłonne i męczące zajęcie. Ks. Paweł wie o tym najlepiej.

Chciałbym jeszcze rzec słówko o kosztach. Oaza dla LSO kosztuje 580 zł, dla innych 750 zł. Kadra nie musi płacić. Ktoś zapyta: 580 zł to dużo czy mało? Przeliczmy. W cenę wchodzi zakwaterowanie, 3 posiłki w ciągu dnia plus podwieczorek, transport (900 km) i różne atrakcje i wstępy nad morzem. Jeśli podzielimy 580 zł na ilość dni oazy wyjdzie nam 58 zł za dzień. Normalnie jadąc nad morze musimy zapłacić za paliwo, niesamowicie drogie ostatnimi czasy. Standardowe miejsce w pokoju do wynajęcia  w Pobierowie kosztuje 50-100 zł, bez wyżywienia. Trzeba więc samemu myśleć o obiedzie, kolacji i śniadaniu, albo za wyżywienie zapłacić jeszcze dodatkowo 50-60zł. Wszelkie atrakcje są tam okropnie drogie. Zresztą wszystko tam jest drogie, jak to w miasteczku turystycznym, które zarabia 2 miesiące w ciągu roku. Sumując to wszystko średnia cena jednego dnia w Pobierowie z pełnym wyżywieniem i powiedzmy 1 atrakcją to wydatek ok. 150 zł, a więc prawie 3 dni oazy. Po tej dogłębnej analizie odpowiadam: 580 ZŁ TO BARDZO MAŁO!

A jak było z przygotowaniami w tym roku? Ks. Paweł męczył się jak zwykle. Animatorzy z Czermina dużo mniej, ponieważ ksiądz nie jest już u nas na parafii i nie może po nas tak po prostu zadzwonić, żebyśmy teraz, zaraz wpadli w czymś mu pomóc. Owszem, miał innych ludzi do pomocy, jednak oni jechali pierwszy raz i nie mieli tyle wiedzy i doświadczenia na ten temat co my, starzy oazowi wyjadacze.

Umówiliśmy się na 6 lipca w Bochni, gdzie wtedy pracował Ks. Paweł, na ostatnie przygotowania. Mieliśmy przyjechać nad morze dwa dni wcześniej aby wszystkiego dopilnować. Do Bochni dotransportował nas Ks. Lesław, nasz obecny katecheta. (Ta ostatnia informacja jest już nieaktualna, ponieważ naszym katechetą jest obecnie Ks. Grzegorz Nosal. Natomiast Ks. Lesław pracuje w parafii św. Kazimierza w Nowym Sączu)

« powrót

Dodaj nowy komentarz

Tworzenie stron internetowych - Kreator stron WW